Davidoff Chefs Edition 2025 - Podano do stołu

Davidoff Chefs Edition 2025 - Podano do stołu

Z wielką przyjemnością i świetnym smakiem przedstawiam cygaro wyjątkowe pod wieloma względami. Wyjątkowe nawet dla samej marki Davidoff, która przecież przyzwyczaiła nas już do wyśrubowanej kontroli jakości, spalania jak od linijki, powtarzalności i wielowymiarowości swoich cygar. Cygaro związane ze światem którym się pasjonuje, światem pełnym smaków i ich skomplikowanych połączeń. 

Kompozycja tytoni użytych do produkcji tego pokaźnych rozmiarów Toro ( 52 x 6 1/4” ) została dobrana wraz z pomocą 5 szefów kuchni mających na swoim koncie gwiazdki Michelin - najwyższe odznaczenia jakie można otrzymać w gastronomicznym świecie.

Informacja ta naprowadza nas bezbłędnie na porę kiedy należałoby sięgnąć po ten limitowany wypust.... Po kolacji!

Cygaro to zostało stworzone jako zwieńczenie najwyższej klasy posiłku składającego się z wielu małych dań zgodnie ze sztuką fine dine. Jest to swoista wisienka na torcie, której nie powinien sobie odmówić żaden aficionado po wizycie w ulubionej restauracji. I jak na kolejność dań przystało jest to cygaro absolutnie deserowe, oferujące takie doznania smakowe, które każdy smakosz chciałby utrzymać na podniebieniu jak najdłużej. Sięgnałem po nie w dzień urodzin racząc się wcześniej tatarem z tuńczyka bluefin, pieczonym i podwędzonym węgorzem, małżami świętego Jakuba, bisque ze skorupiaków a kończąc homarem. 

Do tego dedykowany przez Davidoffa paring z kieliszkiem schłodzonego Sauvignon Blanc i można było zaczynać.

Przechodząc do sedna czyli do samego cygara. Organoleptycznie cygaro jak na Davidoffa przystało zbudowane wzorowo, liść okrywowy dość matowy, bez połysku z całkiem widocznym przeżyłkowaniem. Szczerze mówiąc spodziewałem się, że będzie gładki jak lejąca się czekolada ale absolutnie nie zraziło mnie to przed otwarciem.

Większość cygar otwieram ostrą jak brzytwa obcinarką V-cut od Colibri i tak też było tym razem. Pasuje mi to cięcie i na razie nie zmieniam tego przyzwyczajenia. Chefa zapalam zapalniczką typu soft flame również od Colibri. Nie jestem wielkim zwolennikiem zapalarek typu Jet, trzeba na nie uważać gdyż generują bardzo wysoką temperaturę i według mnie bardzo łatwo przegrzać czy też przepalić stopę cygara skazując się na zwęglony posmak od początku do końca a cóż to by była za strata !

Od pierwszego pufnięcia czuć, że mamy do czynienia z czymś zupełnie innym niż Davidoff prezentował do tej pory. Smak gęstego białego dymu jest tak subtelny i wyrafinowany, że aż nie chce mi się wierzyć, że cygaro się pali. Wrażenie to było czymś do czego zawsze dążyłem paląc cygara - smakować chłodny dym z zamkniętymi oczami, mlaszcząc językiem po podniebieniu i z zamkniętymi oczami zastanawiać się nad tym co można w nim wyczuć. Przyjemnie zaskoczył mnie absolutny brak gorzkiego posmaku, żadnej nuty węgla, ziemi czy skóry. Czasami nawet dobre wytrawne cygara nie dają nam zapomnieć o tym, że szlachetny wyleżakowany tytoń traktujemy żywym ogniem i gdzieś ten smak spalania musi się ujawnić - tutaj kompletnie tego nie ma. Wczytując się w opis cygara na stronie tabakonline uwagę moją zwróciły użyte liście tytoniu Piloto starzonego w liściach Yagua – zupełna nowość. Tytoń Piloto był mi już znany chociażby z jednego najbardziej popularnych cygar Davidoffa jakim jest Signature 2000. Wiedziałem, że gdy będzie Piloto będzie dużo kremu ale ta ilość przerosła moje naśmielsze oczekiwania. To nie był krem jak bita śmietana, bardziej słodki serek mascarpone używany do przygotowywania tiramisu.

Dodatkową nutą smakową jaka przebiła się na początku było pieczenie chilli, charakterystycznie inne w odbiorze niż pieprz. Przez pierwszą tercję otulał mnie przyklejący się wszędzie kremowy słodki smak wspaniale zbalansowany pikantnością. Aż żałowałem, że nie mam przy sobie kostki gorzkiej czekolady z chilli aby jeszcze bardziej podkręcić to co działo się w cygarze. Sącząc moje Sauvignon Blanc powoli przechodziłem do kolejnej tercji gdzie zaczęły się objawiać nuty cytrusów, kwiaty oraz gdzieś głębiej nieco drewna. Określiłbym je jako cedrowe gdyż takie skojarzenie najczęściej przychodzi mi na myśl szczególnie przy białych etykietach od Davidoffa. Na pewno białe wino miało wpływ na uwypuklenie tych aromatów. Cygaro jest już mocno nagrzane, zaczyna się trzecia tercja. Dym staje się nieco cięższy, cieplejszy i wszystkie smaki uderzają mocniej. Drewno z delikatnego staje się bardziej charakterystyczne. Jednakże od początku do końca Chef nie zatraca swojej wyjątkowej, niespotykanej przeze mnie do tej pory nigdzie indziej pysznej, słodkiej kremowości. Cygaro jak na Davidoffa przystało paliło się równo, bez potrzeby sięgania po zapalniczkę. Zaoferowało mi jakieś póltorej godziny ekskluzywnej przyjemności dając świadectwo temu jak wyjątkowy tytoń został użyty do jego stworzenia. Z dymem i do zobaczenia przy stole !

Pozdrawiam i życzę smacznego

Bartek Moder